Podwyżka minimalnej pensji o 200 zł oznacza też wzrost innych, powiązanych z nią świadczeń. Wiele wskazuje na to, że ta wstępna propozycja wzrostu już się nie zmieni.

Odszkodowania za mobbing i dyskryminację, składki ZUS na preferencyjnych zasadach, odprawy i dodatki za pracę w nocy – to przykładowe świadczenia i zobowiązania, które wzrosną wraz z podwyżką najniższej pensji (patrz grafika). Rząd zaproponował, aby w 2021 r. wyniosła ona 2,8 tys. zł, czyli o 200 zł więcej niż obecnie, a minimalna stawka godzinowa dla zleceniobiorców i samozatrudnionych – 18,30 zł (wzrost o 1,30 zł). Teraz partnerzy społeczni mają 10 dni na negocjacje i ewentualne uzgodnienie tych wysokości. Szanse na porozumienie są niewielkie, bo związki zawodowe i organizacje pracodawców przedstawiają rozbieżne propozycje. Wszystko wskazuje więc na to, że wstępna propozycja rządu stanie się ostateczną.

Różne warianty

Podwyżkę o 200 zł akceptują dwie bliskie rządowi organizacje – NSZZ „Solidarność” oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Ta pierwsza sygnalizowała to jeszcze w ubiegłym tygodniu.

– Biorąc pod uwagę zapowiedzi rządu o aktywnym stymulowaniu gospodarki w walce z kryzysem, nie można pomijać istotnej roli płacy minimalnej w tym procesie. Dlatego jej wzrost nie powinien być niższy niż 200 zł, co oznacza, że przyszłoroczna płaca minimalna powinna wynosić co najmniej 2,8 tys. zł – oświadczył Piotr Duda, przewodniczący Solidarności.

ZPP z kolei uważa, że to kompromisowe rozwiązanie w obecnej sytuacji gospodarczej. – Doceniamy, że nie jest to wzrost do zapowiadanych wcześniej 3 tys. zł. Pamiętajmy, że problem najniższych płac dotyczy ok. 0,5 mln osób, a nie 1,5 mln, które według GUS zarabiają najniższą krajową. Pół miliona z tych osób to imigranci zarobkowi, którzy są zadowoleni z takiej pensji, a kolejne pół otrzymuje zapewne dodatkowe pieniądze pod stołem – wskazuje Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Podkreśla, że jest przeciwnikiem wyznaczania płacy minimalnej, bo jego zdaniem uderza ona w najsłabsze osoby na rynku pracy – gorzej wykształconych, z mniejszymi kwalifikacjami, młodych zaczynających aktywność zawodową. – Ale jeśli ją już określamy, to jej wysokość mogłaby być powiązana z przeciętnym wynagrodzeniem. Obecny mechanizm ustalania jej wysokości nie jest racjonalny – dodaje.

Akceptacja tych dwóch organizacji sugeruje, że kwota 2,8 tys. zł w trakcie negocjacji z partnerami społecznymi raczej się już nie zmieni. Inne zrzeszenia przedstawiają własne propozycje.

Wiele rozbieżności

Dwie pozostałe ogólnopolskie centrale związkowe (Forum Związków Zawodowych i OPZZ) domagają się wyższej podwyżki (odpowiednio do 3 tys. zł i 3,1 tys. zł).

– Władza wciąż koncentruje się na potrzebach firm, a zapomina o pracownikach, chociaż oni też mają swoje zobowiązania, wydatki, kredyty – wskazuje Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.

Podkreśla, że obecna polityka płacowa nie jest skuteczna. – Rząd chce oprzeć wzrost gospodarczy na konsumpcji, a ta może nie wzrosnąć przy nieznacznej podwyżce wynagrodzeń. Proponowany poziom oznacza, że wciąż nie zerwiemy z pułapką średniego dochodu, nie będzie realizowana Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Nie znamy też realnego stanu finansów publicznych, a to nie ułatwia negocjacji – dodaje.

Odmienne stanowisko przyjmują organizacje pracodawców. Podkreślają, że po podwyżce o 200 zł płaca minimalna osiągnęłaby ponad połowę prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (53,2 proc.). Konfederacja Lewiatan sugeruje, że należy rozważyć zamrożenie najniższego wynagrodzenia w 2021 r. na obecnym poziomie (2,6 tys. zł). Wymagałoby to zmian ustawowych, bo przepisy nie przewidują takiej możliwości. Pracodawcy RP nie godzą się z kolei na wzrost do 2,8 tys. zł.

– Wynika to z obecnej, nieprzewidywalnej sytuacji gospodarczej i regulacyjnej, bo przecież rząd planuje wprowadzenie nowych obciążeń, np. podatku cukrowego – wyjaśnia Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP, dyrektor departamentu Centrum Monitoringu Legislacji.

Podkreśla, że przy ustalaniu podwyżki minimalnej pensji trzeba też oczywiście brać pod uwagę koszty, jakie ona wywoła, w szczególności dla małych i średnich przedsiębiorstw. – Mając na uwadze stanowiska innych organizacji pracodawców oraz związków zawodowych, zawarcie porozumienia w sprawie minimalnej pensji będzie bardzo trudne – dodaje.

To także przemawia za tym, że najniższe przyszłoroczne wynagrodzenie wyniesie tyle, ile zaproponował rząd, czyli 2,8 tys. zł. 

Źródło: Gazeta Prawna